Przechadzałem
się po naszych terenach, kiedy nagle cos walnęło w miejsce, gdzie przed
momentem stałem. Była to Evangelina. Zaklnąłem w myslach i wziąłem ją
na ręce. Potrafiłem rozwinąc taką prędkośc, jak zwykły człowiek w czasie
energicznego joggingu. Ale na płaskiej powieżchni i bez obciążenia.
Zaniosłem ją do Roxany.
-To ty?-zapytała.
-Nie, nie. Spadła mi z nieba.-powiedziałem. Roxana zajęła się Evangeliną, a ja wróciłem do reszty zmiennokształtnych.
-To ty?-zapytała.
-Nie, nie. Spadła mi z nieba.-powiedziałem. Roxana zajęła się Evangeliną, a ja wróciłem do reszty zmiennokształtnych.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz